8.03.2013

Tryptyk kuchenny z bonusem.

      Oto, co pewnego zimowo - ponurego wieczoru zrodziło się najpierw w mojej głowie, a potem wyszło spod moich rąk.
      W kuchni wisiały cztery obrazki, gotowe, kupione. Pomyślałam sobie,że to całkiem dobre miejsce na filiżankę aromatycznej kawy, smakowitą muffinę i kubek gorącej herbaty. A że została jeszcze jedna ramka to do niej uszyłam dwa serducha, które stały się motywem na każdym z obrazków.
 Kolorystyka beżowo - czekoladowa, jak moja kuchnia. Smacznego !

                                                       Tryptyk kuchenny:





                                             
                                                                 Bonus:




3.03.2013

Ara zwana Kakadu

      Choć karnawał zakończony, to się okazało,że zapotrzebowanie na stroje w tym roku rośnie.
Otóż Jula w ostatnią sobotę była na  lwich urodzinach, a zaproszone były zwierzęta z dżungli. Rewelacja, tylko matka, choć o urodzinach wiedziała, to o konwencji nie usłyszała czy też nie zakodowała i stroju nie przygotowała. Sytuacja uległa zmianie w piątek, a  przyjęcie w sobotę. Przyjaciółka maską zebry czy pandy ratować chciała, ale biel i czerń to nie są ulubione kolory mojej córki. Chciałam papugę, ale takiego ptaka nie posiadała. I co tu teraz począć? Za późno na zakupy tkaninowe, o ile w ogóle nie za późno na przygotowanie stroju innego niż czarne getry i biała koszulka + proponowana maska.
      Wróciła Córka moja z przedszkola, mówię o zwierzętach z dżungli, pytam za jakie chciałby się przebrać, a ona: "za papugę" :)))) Nieodrodna córka mamusi swojej.
No i co było robić - no strój papugi uszyć. Dla mnie to Ara, ale Julka Kakadu się mianowała. 


A że sezon na stroje otwarty to się niebawem przekonacie, bo Jula rolę Pani Wiosny dostała , a i urodzin swoich jeszcze też nie miała. A pomysł już mamy :)

20.02.2013

Zamiast kwiatka.

      Nie znam kobiety, która nie lubiłaby toreb, torebek, torebeczek :) Taka ci już chyba nasza natura, ale mogę się mylić. Choć, kiedy patrzę na moją - niedługo sześcioletnią - latorośl, to wątpliwości nie mam. Torebek różnej maści jej nie brakuje, nie tylko typowo dziecięcych z motylkiem czy słynnym kotkiem, ale i bardziej poważnych, kobiecych, które "wyłudza" od ciotek  czy kuzynek. I wierzcie mi, że to, co tam pakuje  - notesiki, ołówki, telefony, chusteczki, breloczki, laleczki - tworzy autentyczne i oryginalne wnętrze każdej niemal damskiej torebki.
      No ale cóż - jaka matka, taka córka. A matka i owszem torby lubi.
Poniżej kilka, które  w domu się ostały. Znów wiele niesfotografowanych poszło w świat - do mamy, siostry, przyjaciółek.  A w głowie wciąż wiele pomysłów na nowe w kolorystyce i wzorze. Bardzo praktyczne, pojemne, niepowtarzalne. Zamiast kwiatka z wyrazami sympatii, wdzięczności czy życzliwości.

                                                                  Dla Dużej





                                                                   Dla Małej



12.02.2013

Happy Valentine's day

       "Mamo, za ile będą Walentynki?" No i czy chcę, czy nie chcę, czy lubię, czy nie, o Walentynkach czas pomyśleć. No właśnie, pomyśleć nad sensem i celowością obchodzenia kolejnego amerykańskiego klona.
       Dzień Zakochanych w moich czasach szkolnych wywoływał zawsze dreszczyk emocji i serwował dawkę ekscytacji - od kogo, ile, czy będą podpisane, czy trafi się jakiś absolutnie tajemniczy wielbiciel ?
Bywały lata obfite :), a czasem przeciwnie, ale nie przypominam sobie ( choć pamięć lubi płatać figle, a kobieta lubi pamiętać chwile miłe), żeby w skrzynce nie czekała choćby jedna walentynkowa kartka.
 I to było naprawdę sympatyczne i miłe. Dziś nie ma co liczyć na więcej ;)
       Czy zatem warto obchodzić Walentynki? Czy mam tę kolejną komercyjną tradycję przekazywać moim Córkom? Przecież każdy dzień jest dobry, żeby powiedzieć bliskiej osobie o swoich uczuciach. Przecież Boże Narodzenie dla wielu to też czysta komercja i największy w roku zysk. Przecież Dzień Matki, Dzień Ojca, Dzień Dziecka... Przecież w dużej mierze ode mnie zależy, w jaki sposób obchodzenie wszelkich świąt pokażę dziewczynkom, jaki nadamy im sens i wartość.
      No to komu serce na Walentynki?





6.02.2013

Była książeczka, jest i zakładeczka.

      Prawdziwy mól książkowy zakładkę musi posiadać. Oczywiście zakładka zakładce nie równa, bo czy to będzie bilet autobusowy, ulotka, papierek po batonie czy PRAWDZIWA zakładka kupiona np. w księgarni, dla niektórych miłośników czytania w ogóle nie ma znaczenia.
       A dla mnie ma, więc sobie uszyłam i nie tylko sobie. Wiele ich już rozdałam, wielu nie sfotografowałam.  Miło mi widzieć czy słyszeć,że tę zakładkę obdarowany używa.

To kilka sfotografowanych wersji damskich:









A to mój mały mól książkowy:


31.01.2013

Czytam, więc jestem.

      Czytanie jest moją wielką pasją. Nie wyobrażam sobie,że mogłabym nie czytać niczego.
Uwielbiam książki, od których oderwać się nie sposób i czyta się je wszędzie i niemal cały czas (przy karmieniu, w trakcie gotowania, w poczekalni, w czasie podróży, przed snem i tuż po przebudzeniu).
       Lubię takie, do których się wraca, zaznacza się wciąż nowe fragmenty, odkrywa na nowo stare i których się człowiek nigdy nie pozbywa.
      Cenię sobie i takie, które wzbogacają moje życie i moje macierzyństwo, ukierunkowują je, motywują do własnych poszukiwań, stawiają pytania, ale nie dają prostych odpowiedzi i gotowych recept ( cała lista lektur obowiązkowych po prawej stronie na blogu :)
Dlatego też pasją czytania zarażam moje Córki, tak, tak - obie. Julkę prawie od 5 lat, Manię od kilku tygodni. Nie ma wieczoru bez czytania czy słuchania bajek - od klasyki baśniowej, po współczesne historie. Mania słucha razem z Julką i ogląda ilustracje. Pasja czytania podpowiedziała mi kolejny projekt szyciowy - książeczkę dla Marysi z wierszykiem dla Julki. Młodsza ogląda, starsza opowiada.   Popatrzcie i poczytajcie:

Mała Mania wcześnie wstała


i na słonko spoglądała.


Wtem biedronka przyleciała i do Mani zawołała:
"Chodź, polataj ze mną troszkę.



Popatrz, tu stokrotka rośnie biała,



A tam rybka pływa mała.



Tu jabłuszko leży w trawie, smakowite i rumiane.


O, w jabłuszku coś się rusza!"
"Co? "- pyta Mania, a biedronka odpowiada:
"To robaczek, co zielony ma kubraczek.



Popatrz, motyl też tu leci, by ucieszyć wszystkie dzieci.



A tam z tyłu, całkiem mała, szara myszka się zakrada."



Inspirację na uszycie jabłuszka znalazłam u Złotej Pszczoły. Pozostałe aplikacje są moimi pomysłami. Płatki stokrotki i skrzydła motyla szeleszczą, bo taki dźwięk intryguje teraz Marysię.













16.01.2013

Szmacianki, najpierw dla Julki, potem także dla Mańki

      Nietrudno się domyślić, że w tytule mojego bloga pojawiły się imiona moich ( naszych, gdyby Mąż czytał) Córek. To z myślą o nich szyję przytulanki, kieszonkowce, torby, broszki, ozdoby do pokoju etc. Ale nie one jedyne są obdarowywane, bo dzięki nim i inne zaprzyjaźnione dzieci dostają ręcznie wykonane zabawki.  Najwyższy czas co nieco przedstawić nasze Dziewczynki skoro stały się tak ważną matki inspiracją :)
      Julia ma już 5,5 roku, aż trudno mi w to uwierzyć... Lubi rysować, lepić z ciastoliny, malować rękami i stopami, tańczyć i śpiewać. Uwielbia morskie kąpiele i zabawy na śniegu. Chętnie kulinarnie się rozwija czasem pod okiem mamy,czasem taty. Dużo w niej energii, całej palety uczuć i chęci decydowania o sobie samej. Jula kocha swoją siostrę. To widać po czułości i trosce.
      Marysia kończy właśnie 4 miesiące. Lubi spać na brzuchu, a nie na plecach,  lubi przytulanie i kołysanie. Smakuje jej mleko mamy i podoba jej się pluskanie ( jeszcze nie morskie). Często się śmieje, rzadko płacze. Mania kocha swoją siostrę. To widać po uśmiechu na jej twarzy na widok Julki i wzroku, który biegnie za starszą siostrą.

Oto one: Julia i Maria w pierwszej odsłonie :)