Chyba oszalałam - overloka nabyłam, a właściwie to znów mąż mój jest sprawcą tego wydarzenia. Overlok w domu oznacza ni mniej ni więcej szycie ubrań na miarę Julki, Mańki, ich matki i może nawet - na jedynego w naszym domu - przedstawiciela gatunku męskiego .
Martwi mnie jedynie kwestia opanowania tego ustrojstwa - 4 nitki, dwie igły, jakieś chwytacze i różne ściegi. Mamma mia!
Póki co to pewnie pokrowiec uszyję na mojej poczciwej Janome na Singera ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jak to się zaczęło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jak to się zaczęło. Pokaż wszystkie posty
22.05.2014
16.01.2013
Szmacianki, najpierw dla Julki, potem także dla Mańki
Nietrudno się domyślić, że w tytule mojego bloga pojawiły się imiona moich ( naszych, gdyby Mąż czytał) Córek. To z myślą o nich szyję przytulanki, kieszonkowce, torby, broszki, ozdoby do pokoju etc. Ale nie one jedyne są obdarowywane, bo dzięki nim i inne zaprzyjaźnione dzieci dostają ręcznie wykonane zabawki. Najwyższy czas co nieco przedstawić nasze Dziewczynki skoro stały się tak ważną matki inspiracją :)
Julia ma już 5,5 roku, aż trudno mi w to uwierzyć... Lubi rysować, lepić z ciastoliny, malować rękami i stopami, tańczyć i śpiewać. Uwielbia morskie kąpiele i zabawy na śniegu. Chętnie kulinarnie się rozwija czasem pod okiem mamy,czasem taty. Dużo w niej energii, całej palety uczuć i chęci decydowania o sobie samej. Jula kocha swoją siostrę. To widać po czułości i trosce.
Marysia kończy właśnie 4 miesiące. Lubi spać na brzuchu, a nie na plecach, lubi przytulanie i kołysanie. Smakuje jej mleko mamy i podoba jej się pluskanie ( jeszcze nie morskie). Często się śmieje, rzadko płacze. Mania kocha swoją siostrę. To widać po uśmiechu na jej twarzy na widok Julki i wzroku, który biegnie za starszą siostrą.
Oto one: Julia i Maria w pierwszej odsłonie :)
Julia ma już 5,5 roku, aż trudno mi w to uwierzyć... Lubi rysować, lepić z ciastoliny, malować rękami i stopami, tańczyć i śpiewać. Uwielbia morskie kąpiele i zabawy na śniegu. Chętnie kulinarnie się rozwija czasem pod okiem mamy,czasem taty. Dużo w niej energii, całej palety uczuć i chęci decydowania o sobie samej. Jula kocha swoją siostrę. To widać po czułości i trosce.
Marysia kończy właśnie 4 miesiące. Lubi spać na brzuchu, a nie na plecach, lubi przytulanie i kołysanie. Smakuje jej mleko mamy i podoba jej się pluskanie ( jeszcze nie morskie). Często się śmieje, rzadko płacze. Mania kocha swoją siostrę. To widać po uśmiechu na jej twarzy na widok Julki i wzroku, który biegnie za starszą siostrą.
Oto one: Julia i Maria w pierwszej odsłonie :)
5.11.2012
Jak to się zaczęło...
Uśmiech mi po twarzy spływa na myśl o historii, która mi się w głowie roi, bo trochę będzie przypominać te zasłyszane od znanych i cenionych aktorów czy muzyków.
"Jak to się zaczęło?" - pada pytanie w niejednym wywiadzie i odpowiedź: "Ja już od dziecka..., to rodzinna tradycja...wyssałam z mlekiem matki... "etc:)
Ja może nie matki, ale babki i też od dziecka, podpatrując babcię właśnie, marzyłam o szyciu. Może nie samo szycie było dla mnie wartością, co jego owoce - spodnie, sukienki, spódnice, bo wówczas to dla mnie oznaczało szycie. W liceum myślałam o kursie krawieckim, ale planów nie zrealizowałam.
Marzenie więc mocno przykurzone długo czekało na spełnienie i zrealizowało się w zupełnie niespodziewanym czasie i zaskakującej postaci. Bo zamiast ubrań szyję zabawki, domowe dekoracje i dodatki. A co więcej - szycie daje mi wiele radości i satysfakcji zwłaszcza,że arkana tej sztuki niejednokrotnie zgłębiałam sama lub razem z Przyjaciółką.
Wszystko zaczęło się przed dwoma laty, kiedy to na Gwiazdkę dostałam od Męża maszynę do szycia - najlepszy prezent, jaki w ogóle kiedykolwiek otrzymałam.
I tak rok 2010 stał się początkiem dwóch wyzwań obecnych w moim życiu do dzisiaj. Wyzwań, które to życie zmieniają i ubogacają: jednym z nich jest szycie właśnie, drugim Porozumienie bez Przemocy - Nonviolent Communication - ale o tym kiedy indziej.
Oba te wyzwania, choć na pierwszy rzut oka odległe od siebie, mają jednak ze sobą coś wspólnego, o czym - mam nadzieję - uda mi się tutaj czasem napisać. Przede wszystkim zaś dla obu ( PbP i szycia) motywacją i inspiracją każdego dnia stają się moje Córki, więc i o nich tutaj będzie mowa.
"Jak to się zaczęło?" - pada pytanie w niejednym wywiadzie i odpowiedź: "Ja już od dziecka..., to rodzinna tradycja...wyssałam z mlekiem matki... "etc:)
Ja może nie matki, ale babki i też od dziecka, podpatrując babcię właśnie, marzyłam o szyciu. Może nie samo szycie było dla mnie wartością, co jego owoce - spodnie, sukienki, spódnice, bo wówczas to dla mnie oznaczało szycie. W liceum myślałam o kursie krawieckim, ale planów nie zrealizowałam.
Marzenie więc mocno przykurzone długo czekało na spełnienie i zrealizowało się w zupełnie niespodziewanym czasie i zaskakującej postaci. Bo zamiast ubrań szyję zabawki, domowe dekoracje i dodatki. A co więcej - szycie daje mi wiele radości i satysfakcji zwłaszcza,że arkana tej sztuki niejednokrotnie zgłębiałam sama lub razem z Przyjaciółką.
Wszystko zaczęło się przed dwoma laty, kiedy to na Gwiazdkę dostałam od Męża maszynę do szycia - najlepszy prezent, jaki w ogóle kiedykolwiek otrzymałam.
I tak rok 2010 stał się początkiem dwóch wyzwań obecnych w moim życiu do dzisiaj. Wyzwań, które to życie zmieniają i ubogacają: jednym z nich jest szycie właśnie, drugim Porozumienie bez Przemocy - Nonviolent Communication - ale o tym kiedy indziej.
Oba te wyzwania, choć na pierwszy rzut oka odległe od siebie, mają jednak ze sobą coś wspólnego, o czym - mam nadzieję - uda mi się tutaj czasem napisać. Przede wszystkim zaś dla obu ( PbP i szycia) motywacją i inspiracją każdego dnia stają się moje Córki, więc i o nich tutaj będzie mowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


