Minął już miesiąc od naszych rodzinnych wakacji, ale to dziś jest dobry moment, by o nich napisać. Dobry moment nie tylko dlatego,że dysponuję wolną chwilą, raczej dlatego,że powrót do tamtych dni niesie spokój, radość i nadzieję.
Od dawna nie miałam takich wakacji. Decyzja o Czarnogórze zapadła na kilka dni przed wyjazdem i choć podróż była długa, to jednak niezbyt męcząca, jakby nasze córki wyczuwały,że warto. A było warto chociażby ze względu na 10 km piaszczystej plaży, która całej naszej czwórce zapewniła zabawę, odpoczynek, radość, spokój, współpracę i ograniczony kontakt z innymi plażowiczami :) Nie pamiętam kiedy ostatni raz w kilka dni udało mi się przeczytać książkę, bo dziewczynki zajęte sobą i grzebaniem w piachu nie potrzebowały mojej uwagi i troski, a na towarzysza zabaw wybierały raczej tatę. Dlatego ja miałam okazję przyglądać się im i snuć refleksje nad naszymi relacjami.
Oderwanie od codzienności - nie tylko zawodowej, ale i domowej - dało mi okazję i czas na zatrzymanie się, wyznaczenie nowych celów, albo przypomnienie raz już obranej drogi. Tej zarośniętej chwastami nieuważności, czasem opryskliwości, najeżonej kamieniami codziennego pośpiechu i stresu. Drogi przywalonej stertą obowiązków, wzajemnego niezrozumienia, pretensji i żalu. Wreszcie drogi zawalonej kłodami niesutającego poczucia zmęczenia...
Tam był czas i atmosfera sprzyjające naprawie dróg, na zamknięcie ruchu i skupienie się na każdej niemal dziurze. Zobaczyłam między innymi,że pośpieszne łatanie w ciągu roku to prowizorka, a nie można przecież czekać na wakacje raz w roku, by przeprowadzić generalny remont, bo droga może się rozpaść.
Wyjeżdżałam z nadzieją w sercu, że nad każdą dziurą pochylę się wystarczająco długo i uważnie, że nie dam się zaprogramować innym, ale zachowam swój rytm. Nie pobiegnę, jeśli sama nie zechcę. Piszę o tym, by wracać i przypominać sobie, że chcę świadomie dokonywać wyborów ile czasu na co i komu oddaję, by zaoszczędzić sobie frustracji i żalu, by nie szarpać się i nie mocować z tym, co mogę poukładać i zaakceptować.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NVC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą NVC. Pokaż wszystkie posty
14.09.2014
25.09.2013
Z żyrafą w świat.
Żyrafy są mi bliskie za sprawą Porozumienia bez Przemocy (NVC). Okazuje się, że nie tylko ja darzę je miłością wielką, i nie tylko ja pracuję nad językiem empatycznej komunikacji, której jest ona symbolem, co mnie ogromnie cieszy. Coraz więcej w moim otoczeniu "raczkujących żyraf" :)
No bo któż nie chciałby żyć w świecie pełnym szacunku, zrozumienia, akceptacji? Któż nie chciałby budować bogatych i autentycznych relacji? Czasem tylko nie wiemy, jak to zrobić, jak wyzbyć się toksycznych schematów i nawykowych reakcji. Tu z praktyczną pomocą przychodzi Żyrafa Marshala Rosenberga.
Tę na torbie posłałam w świat, tak jak i on swoją metodę.
Żyrafa jest uśmiechnięta i otwarta na ludzi.
Z długą szyją - dla lepszej perspektywy.
Torba z usztywnioną podszewką,
mieszcząca format A4 w pionie i poziomie,
z praktyczną kieszonką na telefon,
z regulowanym uchwytem.
No bo któż nie chciałby żyć w świecie pełnym szacunku, zrozumienia, akceptacji? Któż nie chciałby budować bogatych i autentycznych relacji? Czasem tylko nie wiemy, jak to zrobić, jak wyzbyć się toksycznych schematów i nawykowych reakcji. Tu z praktyczną pomocą przychodzi Żyrafa Marshala Rosenberga.
Tę na torbie posłałam w świat, tak jak i on swoją metodę.
Torba z usztywnioną podszewką,
z regulowanym uchwytem.
26.06.2013
Zakładka dla Żyrafy
Uszyłam ją już jakiś czas temu. Towarzyszy mi przy lekturze, z której czerpię pełnymi garściami w moim codziennym, rodzinnym życiu, by być Żyrafą - z jej sercem, uszami i szyją.
Dlaczego Żyrafa? Skąd moja sympatia do tego zwierzaka? O tym za jakiś czas w kolejnym poście.
Dlaczego Żyrafa? Skąd moja sympatia do tego zwierzaka? O tym za jakiś czas w kolejnym poście.
19.06.2013
Chorobowo.
Czerwiec i katar,i kaszel, i płacz,i marudzenie,i ząbkowanie - to u Mani.
U mnie ostre przeziębienie i zatoki. Brrr...Julka wylatała swoje choróbsko. Zostałam przez tydzień w domu ( w sensie na zwolnieniu), by być z Manią.
Tuliłyśmy się, drzemałyśmy, kołysałyśmy, śpiewałyśmy (tak,tak Mania też do snu potrafi " aaaa")wygrzewałyśmy się i po tygodniu prawie wyzdrowiałyśmy.
Nie było jednak ze mną aż tak źle,żeby nie usiąść i do maszyny, i do klawiatury. Oto,co powstało w ciągu tego chorobowego tygodnia.
Spod maszyny dla dzieci:
Spod klawiatury dla zaprzyjaźnionej Żyrafy.
U mnie ostre przeziębienie i zatoki. Brrr...Julka wylatała swoje choróbsko. Zostałam przez tydzień w domu ( w sensie na zwolnieniu), by być z Manią.
Tuliłyśmy się, drzemałyśmy, kołysałyśmy, śpiewałyśmy (tak,tak Mania też do snu potrafi " aaaa")wygrzewałyśmy się i po tygodniu prawie wyzdrowiałyśmy.
Nie było jednak ze mną aż tak źle,żeby nie usiąść i do maszyny, i do klawiatury. Oto,co powstało w ciągu tego chorobowego tygodnia.
Spod maszyny dla dzieci:
Spod klawiatury dla zaprzyjaźnionej Żyrafy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)