30.06.2014

Dla młodej miłośniczki jazdy konnej.

      Oliwka trenuje jazdę konną. Kocha konie. Poznaje ich osobowość i sekrety przyjaźni między człowiekiem a koniem. Pomysł na prezent urodzinowy był oczywisty.

                                        Torba z regulowanym paskiem, zamykana na zasuwak.




Za aplikacją konia.


I podkową - zawieszką.


Spersonalizowana okładka na notatnik.






11.06.2014

Dla Młodej i Małej.

      Naprawdę  mnie wciągnęło - szycie ubrań i kupowanie tkanin w ilościach dotąd nie spotykanych.
Bo widzę nie tylko kawałek materiału, ale od razu mam pomysł na ciuch dla Młodej, małej albo dla mnie samej. Istna choroba ;) Choć - owszem - zdarza się mała planów zmiana, jak tutaj. Planowałam uszyć sukienki, ale dla Młodej wyszła spódnica, a dla Małej - spodnie.





2.06.2014

Indiańska krew.

      Za nami 7 urodziny Julki. Cóż to była za zabawa!!! W drodze powrotnej usnęło dwóch uczestników, a ja razem z Manią przy wieczornym utulaniu, zupełnie nie wiem kiedy odpłynęłam w objęciach Morfeusza i przebudziłam się dopiero o północy. Ale po kolei.
      Od kilku już lat staram się zaproponować mojej córce i jej gościom alternatywę do  - tak popularnych dziś przyjęć urodzinowych organizowanych w bawilandiach różnej maści. Owszem, raz dałam się namówić - to był pierwszy i ostatni. A czym jest ta alternatywa - to urodziny tematyczne.
Z okazji  3 urodzin - zabawy sportowe,4 - wspomniana bawilandia, 5 - krasnale, 6 - piraci i 7 - Indianie.
      Choć pogoda była wstrętna, nie traciłam nadziei i cały tydzień szyłam pióropusze, które mali Indianie wytropili w leśnych podchodach oraz tipi, które po powrocie zastali w obozie i ozdobili własnymi rękami. Zabawa była cudna, dzieci umorusane i szczęśliwe.
      W trakcie przygotowań, które zazwyczaj kończyłam ok. północy, mama zadała mi  pytanie -"jak ci się chce?" Koleżanka dodała "ty się napracujesz, a dzieci wyrzucą."
      Otóż nieprawda - musielibyście widzieć ich radość i słyszeć pytania, czy mogą pióropusze zabrać do domu i że lepszego przyjęcia nie mogły sobie wyobrazić. I tak, chce mi się, nawet bez tych wyrazów wdzięczności, bo wierzę, że za kilkanaście lat mojej córce zostaną bezcenne wspomnienia.
      Dzięki Ci Panie za radość tworzenia.

                                                                      Tipi przed...


                                                                          Tipi po...


                                                                          Tipi z...


                                                               I pióropusze bez głów...


I z głowami


30.05.2014

Wewnętrzne dziecko.

      "Mały Książę" Antoine Saint - Exupery zajmuje ważne miejsce pośród moich ulubionych pozycji książkowych. Po raz pierwszy czytałam go w szkole podstawowej. Od tamtej pory lubię do niego wracać, na nowo odkrywać, odszukiwać w sobie  tę postać -  pokrytą często gęstym kurzem codziennych zmagań, dorosłych zadań, poważnych spraw - moje wewnętrzne dziecko.
     Szczególnie bliskie mi jest zdanie: " Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu."


22.05.2014

Overloka kupiłam, czyli początek po raz drugi.

      Chyba oszalałam - overloka nabyłam, a właściwie to znów mąż mój jest sprawcą tego wydarzenia. Overlok w domu oznacza ni mniej ni więcej szycie ubrań na miarę Julki, Mańki, ich matki i  może nawet - na jedynego w naszym domu - przedstawiciela gatunku męskiego .
      Martwi mnie jedynie kwestia opanowania tego ustrojstwa - 4 nitki, dwie igły, jakieś chwytacze i różne ściegi. Mamma mia!
      Póki co to pewnie pokrowiec uszyję na mojej poczciwej Janome na Singera ;)


16.05.2014

Tulipany.

      Oryginalna nie będę - kocham kwiaty. Nie tylko te od męża.
I nie wiem które najbardziej.
 Róże  nęcą elegancją i charakterem. Bez przyprawia o zawrót głowy. Konwalie urzekają delikatnością i wdziękiem. Lilie pełne godności, stokrotki prostoty, słoneczniki radości, a tulipany łagodności.
      Te ostatnie postanowiłam zatrzymać na dłużej.








28.04.2014

Dresówki.

      Znów mi się nazbierało blogowych zaległości. Na szczęście szyciowych nie mam :)
 Co prawda na święta nie uszyłam planowanych jaj, bo wkręciło mnie szycie ubrań z dzianin dresowych, ale nie  żałuję.
      Sama w to uwierzyć nie mogę, bo odkąd zaczęłam szyć szmacianki i inne bibeloty, mąż mój wciąż mi powtarzał, żebym się  konkretnych rzeczy szyć nauczyła, ( czyli ubrań właśnie), a nie takimi "pierdołami" się zajmowała.
Ja jednak kiwałam głową i zarzekałam się, że to wyższa szkoła jazdy,że ja samouk jestem i gdzie mi tam do szycia ciuchów. Ale tylko krowa zdania nie zmienia, ponoć. I choć  overloka nie mam, to na użytek własny i dzieci własnych rodzonych takie szycie mi wystarcza. Ba, nie tylko wystarcza, ale i raduje i satysfakcjonuje ogromnie, że ja własnymi rękami szyję, ubieram i jeszcze się koleżankom podobam :)
Na początek wyszły spodnie dla Mani, Julki i mamy.