25.09.2015
21.09.2015
Przedszkole na bis.
I przyszła pora, niewiadomo jak i kiedy, bo przecież ona taka malutka ( nie to, co jej starsza i samodzielna już siostra), że druga córka ma poszła do przedszkola.
Worek na kapcie szyłam długo w noc, w ostatnim dniu, żeby był na rano gotów, choć Mania zgodziła się nawet pójść z pożyczonym od Julki. Ale jednak matczyne serce słusznie mi podpowiedziało,rozumu nie słuchając, że skoro Jula miała swój, to i dla Mani uszyję, choćbym spać nie miała.
No i jest żyrafa z długą szyją, co jak Mania w przedszkolu horyzonty ( miejmy nadzieję) poszerza i ptaszki, które jak Mania będą co rano fruwać do przedszkola...ech...
Ale jeden worek - okazało się - że to za mało, bo jeszcze drugi potrzebny na piżamkę. Choć Mania od ponad roku w dzień nie sypia, to w przedszkolu - owszem, w piżamce.
No to córce drugiej dwa worki uszyłam. Drugi z sową, która wiadomo,że w dzień - jak Mania - sypia.
Worek na kapcie szyłam długo w noc, w ostatnim dniu, żeby był na rano gotów, choć Mania zgodziła się nawet pójść z pożyczonym od Julki. Ale jednak matczyne serce słusznie mi podpowiedziało,rozumu nie słuchając, że skoro Jula miała swój, to i dla Mani uszyję, choćbym spać nie miała.
No i jest żyrafa z długą szyją, co jak Mania w przedszkolu horyzonty ( miejmy nadzieję) poszerza i ptaszki, które jak Mania będą co rano fruwać do przedszkola...ech...
No to córce drugiej dwa worki uszyłam. Drugi z sową, która wiadomo,że w dzień - jak Mania - sypia.
18.09.2015
Era sukienki.
Po baldresówach nadeszła era sukienek. Lekkie, zwiewne i w letnich kolorach.
Dla Karoliny
Dla Joasi
Dla Magdy
Dla Ani
I moja
Dla Karoliny
Dla Anety
Dla Ani
I moja
17.09.2015
12.09.2015
Szarawary dla Niej i dla Niego.
No cóż powiedzieć - świetnie się je szyje, są mega wygodne i w sam raz na słoneczne, choć nieupalne dni.
Dostępne w każdym niemal kolorze czy wzorze, jaki sobie zamarzę. No właśnie - i z powodu tej mnogości i różnorodności wciąż nie mogę się zdecydować, jakie sobie uszyć.
Póki co uszyłam czerwone i musztardowe, oba fajowe.
Dostępne w każdym niemal kolorze czy wzorze, jaki sobie zamarzę. No właśnie - i z powodu tej mnogości i różnorodności wciąż nie mogę się zdecydować, jakie sobie uszyć.
Póki co uszyłam czerwone i musztardowe, oba fajowe.
25.08.2015
W poszukiwaniu utraconej Róży.
O Małym Księciu pisałam już tutaj, ponad rok temu...Stale obecny w różnej postaci znów do mnie wraca w wersji kinowej.
Dziś jednak chcę napisać o Róży, bo zobaczyłam ją zupełnie inaczej...
- Dlaczego on ją opuścił, przecież ją kochał? - zapytała Jula, gdy wyszłyśmy z kina.
- To prawda, kochał, ale było mu z nią też trudno. Dorastał i nie chciał, by ktoś z niego żartował i kpił z jej powodu. Wolał o niej zapomnieć, pozwolić uschnąć, narazić na śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony baobabów, byleby zachować twarz... byleby nie narazić się na śmieszność z powodu swoich marzeń, przekonań, upodobań... byleby zasłużyć na miano poważnego człowieka wykonującego użyteczne rzeczy, byleby znaleźć się w gronie dorosłych...
- I ona umarła...
- I tak, i nie. Wrócił do niej, odnalazł jej wspomnienie i ono odżyło w jego sercu. Zdobył się na odwagę bycia wrażliwym. Chciał znów "widzieć sercem". Można być dorosłym i mieć swoją Różę.
- Ty jesteś dorosłym ze swoją Różą...
-Dlaczego płaczesz, córko?
- Bo żal mi dzieci, których rodzice nie mają swojej Róży.
Pisałam już, że ta historia jest mi szczególnie bliska od dzieciństwa. Bardzo mnie porusza...
Mam wrażenie, że od dziś stanie się bliska także mojej starszej córce. Dawno tyle i tak nie rozmawiałyśmy po wyjściu z kina...
Jestem wdzięczna jej za to, że dostrzega moją Różę i sobie, że znów postanowiłam o nią zadbać,choć jeszcze przed miesiącem myślałam, że jej nie ma. Nie wierzę w przypadki... Symbolikę Róży obrazuje Brene Brown w książce "Z wielką odwagą", która trafiła w moje ręce kilka tygodni temu.
Czytam, nabieram odwagi i czuję ogromną ulgę, że moja Róża ocalała.
Dziś jednak chcę napisać o Róży, bo zobaczyłam ją zupełnie inaczej...
- Dlaczego on ją opuścił, przecież ją kochał? - zapytała Jula, gdy wyszłyśmy z kina.
- To prawda, kochał, ale było mu z nią też trudno. Dorastał i nie chciał, by ktoś z niego żartował i kpił z jej powodu. Wolał o niej zapomnieć, pozwolić uschnąć, narazić na śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony baobabów, byleby zachować twarz... byleby nie narazić się na śmieszność z powodu swoich marzeń, przekonań, upodobań... byleby zasłużyć na miano poważnego człowieka wykonującego użyteczne rzeczy, byleby znaleźć się w gronie dorosłych...
- I ona umarła...
- I tak, i nie. Wrócił do niej, odnalazł jej wspomnienie i ono odżyło w jego sercu. Zdobył się na odwagę bycia wrażliwym. Chciał znów "widzieć sercem". Można być dorosłym i mieć swoją Różę.
- Ty jesteś dorosłym ze swoją Różą...
-Dlaczego płaczesz, córko?
- Bo żal mi dzieci, których rodzice nie mają swojej Róży.
Pisałam już, że ta historia jest mi szczególnie bliska od dzieciństwa. Bardzo mnie porusza...
Mam wrażenie, że od dziś stanie się bliska także mojej starszej córce. Dawno tyle i tak nie rozmawiałyśmy po wyjściu z kina...
Jestem wdzięczna jej za to, że dostrzega moją Różę i sobie, że znów postanowiłam o nią zadbać,choć jeszcze przed miesiącem myślałam, że jej nie ma. Nie wierzę w przypadki... Symbolikę Róży obrazuje Brene Brown w książce "Z wielką odwagą", która trafiła w moje ręce kilka tygodni temu.
Czytam, nabieram odwagi i czuję ogromną ulgę, że moja Róża ocalała.
9.08.2015
Dla chłopaka, nawet dwóch.
Kleksy i wąsy dla dwóch braci. Spodnie, czapy i kominy.
Model żeński dał się namówić na szybką przymiarkę i jeszcze szybsze foty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



